Czasem w życiu pojawia się moment, który dzieli je na „przed” i „po”. Dla mnie i mojej córki, Wiesi, tym momentem był początek protokołu chelatacji dr. Andrew Cutlera. Nasza historia to opowieść o walce, wytrwałości i cudzie, który dokonał się na naszych oczach. Chcę podzielić się nią z wami, bo wiem, że gdzieś tam są rodzice, którzy szukają nadziei.
Życie przed protokołem
Pamiętam każdy dzień, każdy drobny szczegół. Nasze życie było wypełnione walką, a diagnozy, jakie słyszeliśmy, przyprawiały o ból serca: podejrzenie czterokończynowego mózgowego porażenia dziecięcego, encefalopatia… Dla nas Wiesia była po prostu „dzieckiem leżącym”.
Czego nie potrafiła? Niemal wszystkiego, co dla innych było naturalne. Nie trzymała samodzielnie głowy, nie siedziała, nie raczkowała, nie chodziła. Jej ciało było napięte i spastyczne, a nogi i ręce powoli zaczynały się kurczyć. Cierpiała na chroniczne, bolesne zaparcia, a jej brzuch był wzdęty.
Wiesia nie czuła bólu. Ludzie zachwycali się, jaka jest „dzielna”, gdy uderzyła się w głowę i nie płakała. Ja wiedziałam, że to nie odwaga, a brak czucia głębokiego. To było jakby jej mózg nie rejestrował, że ma ręce i nogi.
Sytuacja pogorszyła się po szczepieniu MMR. Wiesia stała się wyobcowana, przestała mówić, a jej ciało zaczęło przeżywać przerażające, 8-godzinne ataki przypominające pląsawicę lub padaczkę. Krzyczała, wyginała kończyny, a ja czułam bezsilność.
Przełom: Protokół Cutlera
30 sierpnia 2019 roku. Ten dzień na zawsze zostanie w mojej pamięci. Rozpoczęliśmy pierwszy cykl protokołu Cutlera. Nasze życie zaczęło się zmieniać, powoli, ale nieustannie.
Zachowanie i emocje: od szaleństwa do spokoju
- PRZED: Wieczne pobudzenie, krzyk, emocjonalne wybuchy. Każda drobnostka prowadziła do afery. „Nie chcę ćwiczyć!”, „Nie, jeszcze nie zadałaś pytania, ale już jestem na nie!”.
- PO: Dziś Wiesia jest spokojna, radosna i chętna do współpracy. Chce poznawać świat, ćwiczyć, a jej ulubione słowo to „tak”.
Czucie i postrzeganie: budzenie się do życia
- PRZED: Nie reagowała na głośne dźwięki, światło latarki. Nie czuła bólu. Lekarka wbijała jej igłę w udo, a ona uśmiechała się, patrząc na to. To łamało mi serce.
- PO: Teraz Wiesia reaguje na dźwięk, nawet prosi mnie, żebym była cichsza. Zaczęła odczuwać ból, a gdy się uderzy, płacze jak każde inne dziecko. Czuje swoje ciało!
Nocne koszmary i spokojny sen
- PRZED: Noc była koszmarem. Wielogodzinne usypianie, budzenie się z płaczem, ruchy pląsawicze i mioklonie. Często miałam ochotę wyć w poduszkę z bezsilności.
- PO: Dziś Wiesia śpi całą noc. 8, 9, a nawet 10 godzin bez przerwy. To coś, co po tylu latach walki wydawało mi się niemożliwe.
Nowe życie, nowe możliwości
Zmiany były widoczne w każdym aspekcie jej życia.
- Jelita: Zniszczone, „cieknące” jelito, które uniemożliwiało jedzenie większości produktów. Dziś Wiesia je coraz więcej rzeczy, a bolesne skręty i zaparcia są już tylko złym wspomnieniem. Zaczęła jeść pomidory, jajka, ziemniaki… i nic jej nie jest!
- Motoryka: Z „dziecka leżącego” stała się dziewczynką, która aktywnie siedzi, porusza się, a nawet wstaje na nogi z asekuracją. Jej ruchy są celowe. Wierzę, że będzie chodzić.
- Mowa i komunikacja: Kiedyś jedynie krzyk, pisk i warczenie. Dziś pije ze zwykłej słomki, a po 15. cyklu zaczęła wypowiadać sylaby i słowa. Nasza walka o każde kolejne słowo trwa.
Wiesia z „kurczaczka” ważącego 10 kg stała się zdrowo rosnącą dziewczynką. Zaczęła przybierać na wadze, jej włosy są gęste i piękne, a cera przestała być blada. To, co wcześniej wydawało się niemożliwe, teraz staje się rzeczywistością.
Najważniejsza zmiana: intelekt i emocje
Największą rewolucją było odkrycie, że Wiesia jest inteligentnym, mądrym dzieckiem. Przez lata słyszałam, że „tam nic nie ma”, że jest głęboko upośledzona. Okazało się, że jej sprawny umysł był uwięziony w ciałku, które jej nie słuchało. Protokół pozwolił na usunięcie przeszkód, a my mogliśmy poznać naszą córkę na nowo.
Odkryłam, jak bardzo jest zabawna, jak rozwiniętą ma empatię i poczucie sprawiedliwości. Niedawno reanimowałam trzmiela na środku pola, a Wiesia poprosiła mnie, żebym go pocieszyła, tańcząc i śpiewając: „Dasz radę chłopie!”.
Przez lata myślałam, że przyszłości dla nas nie ma. Dziś mogę marzyć i planować. Słowa lekarzy, że „Wiesia nigdy nie usiądzie, nie będzie chodzić, mówić, a jej rokowania są równe zeru” okazały się fałszem.
Chciałabym, żeby ta historia była świadectwem dla wszystkich, którzy mierzą się z podobnymi problemami. Czasem to, co czujemy i wiemy instynktownie, jest prawdą, nawet jeśli lekarze mówią inaczej. Nie bójcie się szukać i walczyć. Warto.
Dziękuję Dr. n. med. Piotrowi Witczakowi za wsparcie i pomoc w tej drodze, a Pani Darii za odwagę w podzieleniu się swoją historią. Jej wytrwałość to inspiracja dla nas wszystkich. Gratuluję, Pani Dario!
Czy Wasza historia również dzieli się na „przed” i „po”? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach!


